Co do porannej kawy w deszczowy dzień? Dla mnie czekolada. Czasem w najprostszej formie,ale na większą chandrę - najlepiej w postaci brownie. Kto zna - ten wie. Kto nie zna - powinien szybko nadrobić zaległości.
Odkąd Cortez krwawo podbił tereny dzisiejszego Meksyku wiele wyśmienitych zastosowań znaleziono dla ziarna kakaowca. To, które podobno powstało na skutek pomyłki - jest jednym z lepszych z jakimi miałam do czynienia.
Nazwa ma pochodzić od brunatnego koloru tego ciasta lub od nazwiska bibliotekarki ze stanu Mainw USA. To pani Brown miała zapomnieć o dodaniu proszku do pieczenia do ciasta czekoladowego, które piekła z okazji wizyty przyjaciół. Mimo, że w ogóle nie wyrosło - podała to pierwsze brownie
i z upodobaniem powielała ten błąd.
W Polsce to mocno czekoladowe ciasto zyskuje dopiero pierwsze przyczółki. Mimo, że jest pyszne - rzadko kiedy wygląda atrakcyjnie. Dla oczu nawykłych do wyrośniętych babek czy biszkoptów - kleiste, gęste brownie przypomina zakalec. Jeśli do tej pory to Was zniechęcało do spróbowania, pozbawiliście się wielkiej przyjemności. Dla mnie im bardziej mokre, błotniste, na granicy płynności - tym pyszniejsze. Ale od 1904 roku, kiedy to opublikowano pierwsze przepisy na brownie, zyskało ono tak wiele modyfikacji, że każdy powinien znaleźć tę najbardziej mu odpowiadającą. Częstym dodatkiemdo brownie są orzechy, ale jadałam też brownie ze słonym karmelem, z serem, z wiśniami... Można podawać z bitą śmietaną, lodami, sezonowymi owocami lub tak jak u mnie dzisiaj - świeżutkie, ciepłe
i słabo trzymające przez to formę - po prostu w towarzystwie filiżanki gorzkiej, czarnej kawy.
Ja najczęściej korzystam z przepisu zamieszczonego w książce Marka Łebkowskiego "Ciasta i desery" modyfikując go jak tylko fantazja mnie poniesie. Często np. doprawiam syropem orzechowymi spirytusem.
Przepis, z którego korzystam (na małą blaszkę, na standardową - należy podwoić ilość składników):
- tabliczka gorzkiej czekolady (musi być najlepsza jaką możecie na to przeznaczyć, jej jakość decyduje o jakości ciasta)
- 150g masła (nie zamieniać ma margarynę!!!)
by ich nie przypalić
.jpg)
- 3 jajka
- 250g cukru
- opakowanie cukru wanilinowego lub - najlepiej - ekstraktu czy pasty z wanilii
ubijamy razem do białości, później dodajemy powolutku przestudzoną czekoladę
z masłem. Po połączeniu dodajemy
- 100g mąki
- szczyptę soli
- 100 ml śmietanki 30%
- poprzestając na tym lub dodając dodatki wedle fantazji i upodobania. Ciasto wylewamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia
i pieczemy 25-30 minut w temperaturze 170 stopni. Pewnie czeka Was kilka prób z czasem pieczenia zanim znajdziecie konsystencję najbardziej wam odpowiadającą. Po wystudzeniu ciasto nieco tężeje, więc należy je wyjmować płynniejsze niż w efekcie się zamierza.
Jedząc brownie nie dziwię się, że u Majów kakao było sadzone i zbierane w rytualny sposób,
że uwielbienie dla niego przejęli Aztekowie, że w Meksyku do połowy XIX wieku ziarna kakaowca służyły za bilon a wcześniej były regularnym środkiem płatniczym czy jednostką arytmetyczną. Majowie nigdy nie nauczyli się miar wagi i objętości - wszystko przeliczali na liczbę ziaren.
Niczemu się nie dziwię... Błogość :-).
.jpg)
ja najczęściej korzystam z przepisu Jamiego Olivera :) a z takich anglosaskich słodyczy uwielbiam jeszcze chocolate chip cookies, lekko chrupiące na zewnątrz i miękkie i ciągnące w środku.
OdpowiedzUsuńPyszne czekoladowe ciasteczka... Rzeczywiście też grzechu warte. Z mojego przepisu co prawda wychodzą całe chrupiące, ale z posmakiem melasy trzcinowej i dorzucam jeszcze do nich wybór orzechów.... Pyszne. Ale za ciągnący przepis na priv będę zobowiązana :-). Miłego dnia.
OdpowiedzUsuńPrzenigdy nie piekłam brownie, ale owszem kosztowałam i również jestem wielbicielką. Aktualnie nie piekę w ogóle ciast, mam zwichrowany piekarnik elektryczny, który nie osiąga prawidłowej temperatury i najczęściej wychodziły przesuszone zakalce ;-) jednak może coś "niewysokiego" i nie wymagającego max temperatury wyrośnie? :-) O kalorie w brownie nie pytam.... Kaloria to taka coś, które w nocy wchodzi nam do szafy i zwęża ubrania ;-P
OdpowiedzUsuńAle mi narobiłaś smaku. Pozdrawiam cieplutko, Dorota
Na Twoim miejscu zaryzykowałabym z tym piekarnikiem. Plusem brownie jest to, że właśnie ma nie wyrastać. I jakie by z piekarnika nie wyszło zawsze możesz powiedzieć, że właśnie takie miało być ;-).
OdpowiedzUsuń